Wiesław Michnikowski – Tani drań

 

Michnikowski 001

 

Genialny i zabawny, fascynujący i inteligentny, z ogromnym poczuciem humoru i taktem, dżentelmen w każdym calu. Takimi epitetami, a to tylko nieliczne, można by jeszcze dłużej obdarzać bohatera niniejszego wywiadu, jedynego w swoim rodzaju Wiesława Michnikowskiego. Jestem zdecydowany jednoznacznie uznać, że  bez wątpienia jest Michnikowski ikoną polskiego kabaretu i mistrzem sceny, choć niezwykle skromnym i zdystansowanym, dalekim od wszelkich blichtrów, bo bardzo świadomym tego, że aktorstwo to sztuka a nie tylko zawód, który się uprawia dla pieniędzy. To powołanie, które się wybiera i za nim podąża, nawet jeśli nie przynosi ono profitów czy sławy, tylko wymaga nieustannych ćwiczeń i ciężkiej pracy.  To oczywiście bardzo mocno kontrastuje z dzisiejszym, współczesnym rozumieniem roli aktora, i o tym Michnikowski dobrze wie, zachowuje jednak klasę i dyplomatycznie nie pozwala sobie na krytykę żadnego ze swoich kolegów ani  rówieśników, ani tym bardziej tej młodszej grupy, bo uważa, że nie jest do takiej roli predysponowany, a poza tym dziś obowiązują inne standardy. Takie podejście wymaga uznania i szacunku, bo świadczy nie tylko o dobrym wychowaniu i kulturze, ale również odsłania nam osobowość i charakter aktora, który ma ogromną samoświadomość swych niedoskonałości i braków, i dystans do tego, co aktorsko stworzył, i w poczuciu odpowiedzialności za to, czym jest aktorstwo nie pozwala sobie na żadne prztyczki czy krytyczne uwagi, uważając, że każdy ma swoją ścieżkę, swoją drogę rozwoju, i jeśli tylko chce nią kroczyć i cały czas poszerza i rozbudowuje swój warsztat to należy to docenić i dopingować a nie krytykować. Do sławy też zresztą podchodzi z ostrożnością, bo jak sam mógł się przekonać na własnej skórze, w swojej aktorskiej karierze wielokrotnie spotkał się z jej humorami i kaprysami, często negatywną i niesprawiedliwą reakcją. Prostowanie oczywistych  nieprawd, jak wie z doświadczenia, nie wchodzi w  ogóle w grę, bo jest zaproszeniem do dalszej wymiany poglądów a te skutkują tylko jeszcze większym zamieszaniem i niepokojem, a nic nie wyjaśniają. Sława to blaski i cienie zawodu aktora. Barwne i długie życie aktora 92-letniego staruszka obfitowało w wiele doświadczeń. Dzięki świetnie opracowanej chronologii możemy prześledzić wszystkie zawodowe sukcesy aktora, zapoznać się z jego wszechstronnymi rolami filmowymi, teatralnymi, i co istotne w jego przypadku, z kabaretowymi. Bo któż z nas nie kojarzy słynnego dialogu z Edwardem Dziewońskim „Sęk”, który wszedł na stałe do kanonu polskich skeczy, a którego kulisy i liczne, jak się okazało przygody, zdradza nam Michnikowski w swojej opowieści. Te właśnie niuanse, owe barwne szczegóły, nadają tej biografii moc, bo tylko taka prezentacja postaci odziera ja z nimbu, w który został ubrany i odsłania nam człowieka z krwi i kości, którego życie nabiera ludzkiego wymiaru, pozwala na odbrązowienie. Każda z przywołanych anegdot czy historii jest takim cennym kamyczkiem do ogródka pana Wiesława. A ponieważ jest człowiekiem, który jest niesamowitym gawędziarzem, który może snuć swoje opowieści bez końca, otrzymujemy portret człowieka, którego droga na szczyty aktorskiej kariery okupiona była wytrwałą i systematyczną pracą, uwarunkowaną doświadczeniem wojennym i zmaganiem się z codziennością, ale przyjmowaną zawsze z pogodą ducha i uporem, który przynosił zwycięstwo. Takim  też jest aktorem, profesjonalnym i odpowiedzialnym, starannie wybierającym role i przygotowującym się do nich z pełnym zaangażowaniem i poświęceniem, bo chce, i to było jego życiowe  motto, być tym, który kreując postać i nadając jej swoją interpretację, chce z niej wydobyć prawdę o niej, i tę prawdę zawsze widzowi przekazać. Tylko wtedy jest to sztuka, a nie tylko rzemiosło. Takim go też zawsze widziałem.  Od zasłuchania się śpiewanymi przez niego piosenkami z Kabaretu Starszych Panów od Addio pomidory poprzez  Tanie dranie czy Już kąpiesz się  nie dla mnie. Poprzez rewelacyjne role filmowe z najbardziej rozpoznawalną czyli Ekscelencją z Seksmisji, ale także poprzez liczne role teatralne pokazujące maestrie i wirtuozerie jego aktorskich możliwości. Konwencja wywiadu jest idealna do takiej formy spotkania z żyjącym artystą. Ubogacona zdjęciami z domowych albumów staje się opowieścią, która pozwala choć na chwilę wniknąć nam do świata naszego mistrza. A jest to rozmowa też inna, bo pytającym jest syn aktora, może zapytać o wiele kwestii bez lęku, więc i pytania często są bardzo osobiste i wiele informacji z życia prywatnego w tym rodzinnym ping pongu zostaje ujawnionych, co sprawia, że lektura jest bardziej prawdziwa i autentyczna, a obraz który wyłania sie z niej pokazuje nam niezwykle ciepłego, fascynującego człowieka, który  puszcza do nas oko i z wdziękiem uśmiecha się do nas czekających na jego kolejną genialną interpretację.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Michał Witkowski – Copyright

56ba72637b14f

Świat, który minął i odszedł w niepamięć, świat, do którego nie mamy ochoty wracać, choć sentyment za nim jest w nas ciągle żywy. Witkowski wie, że możemy się zarzekać, marudzić, głośno krytykować, jak to źle było za czasów komuny, jak niczego nie było w sklepach, za wszystkim sie stało w długich kolejkach, ludzie byli nijacy, szarzy, smutni, przygaszeni, a jednak to był dla ogromnej rzeszy ludzi ich radosny czas dzieciństwa i młodości, który był beztroski i pełen niezapomnianych wrażeń, i wcale nie kojarzył się z czymś, co dziś tak łatwo jest potępić czy odrzucić. Przywracanie pamięci o przeszłości nie może być wybiórcze, nie może dokonywać się tylko tam, gdzie chodzi o prawdę historyczną, ale musi również obejmować tę zwykłą, normalną rzeczywistość, wspomnienia, które nie niosą ze sobą wielkich martyrologicznych dokonań  i pełnych szacunku patriotycznych postaw, oporu wobec władzy depczącej człowieka. Przeciętny Kowalski był bardzo daleki od tego wszystkiego. On nie podejmował głębokiej refleksji nad wielkimi problemami, nie tylko świata, ale i ojczyzny, on skupiał się na pracy, na rodzinie, na obowiązkach, które były sednem jego życia. Czy był przez to gorszy? Pewnie, że nie, choć dzisiaj może usłyszeć, że to inni, by jemu i jego dzieciom żyło się lepiej, wywalczyli to wszystko, a on nawet jednym gestem do tego się nie przyczynił. Kiedy był dzieckiem nie interesowało go nic poza tym, żeby miał kolegów i mógł z nimi chodzić i grać w kapsle, posiedzieć na trzepaku, założyć klub, podwórkowy gang, szukać skarbów, angażować się w różne akcje społeczne. Szkoła, nauka były istotnymi i jedynymi zadaniami, którym poświęcał swój czas i energię, cieszyło go chodzenie tam, bo to było miejsce spędzania czasu i  towarzyskich spotkań. Zdobycie gumy balonowej czy banana było osiągnięciem na miarę odkrycia Ameryki, ale dawało ogromną satysfakcję i powód do dumy wśród kolegów i znajomych i miało swój nieodparty urok. Polityczny wymiar był mimo swego ogromnego przecież wpływu nieobecny.

Dla Autora te migawki z przeszłości, obecne w tych kilku opowiadaniach, mają także wartość emocjonalną, to nie tylko wspomnienia z dzieciństwa i okresu dorastania, to także zapisane karty osobowości, każde z tych zdarzeń wycisnęło swoje piętno na postawach i późniejszych zachowaniach i wyborach, tak jest przecież z każdym z nas. Nie ma neutralnych bodźców, to oznacza, że każdy bodziec, który nas dotyka, zostawia swój trwały ślad, nie wiemy wprawdzie, czy zareagujemy na niego od razu, czy w ogóle uświadomimy sobie jego wpływ, czasem trzeba wielu lat, by coś odezwało się w nas, i wtedy nagle coś się w nas dzieje, co nas zaskakuje, czasem przeraża, a co psychologowie określają jako odbicie. Odzywa się w nas a my szukając źródeł odkrywamy, że może mieć on swe korzenie w odległym  dla nas czasie, w dalekich dla psychiki obrazach. Ja sam noszę takie wspomnienia związane z wprowadzeniem stanu wojennego. Na własne oczy widziałem jadące ulicami czołgi, które zmierzały do Huty „Katowice”. To była ogromna kawalkada, stałem i patrzyłem zafascynowany licząc ile ich jest, a pogubiłem się jak było ich 20. Patrzyłem na nie nie z lękiem i niepokojem, choć taką grozę wywoływały w moich rodzicach, ale z taką dziecięcą ciekawością, oto na żywo widzę prawdziwe czołgi. Nie wiedziałem, co to stan wojenny ale widziałem czołgi. Nie wiedziałem, że są groźne dla mnie i innych osób, ja widziałem czołgi, a przecież dla dziecka czołgi to okazja do zabawy w wojnę  a czy wojna jest zła, czy niesie jakieś problemy? Wtedy myślałem, że nie, że to zawsze jest tylko gra na niby. Ale ten obraz prześladował mnie bardzo długo, nim jego, skądinąd czytelne przesłanie wyjaśniło mi okoliczności związane z tym doświadczeniem. Podobne  traumy opisuje Witkowski, czyni to ze swoją charakterystyczną złośliwością i ironiczną nutą, i właściwym sobie dystansem, choć wie, że  nie zafałszuje prawdy, ale chce pokazać, że może mieć ona inny odbiór, inne spojrzenie, tym bardziej, że jej odbiorcą jest dziecko, niewinne w swym postrzeganiu świata i odbieraniu docierających do  niego bodźców. I ta prawda dziecka zmienia też ocenę zjawisk, choć tylko na poziomie ich opisu a nie całej ideologicznej niewidocznej otoczki, która dopiero poznana, jest właściwą osią oceny sporów toczących się o tamten czas i o tamte wydarzenia. Dla mnie ważniejszym jest przywołanie i przypomnienie tego, co się wtedy działo, oczyma dziecka, bo daje to szansę na głębszą refleksje i analizę z dzisiejszej perspektywy. To, z czym mamy do czynienia, choć pewnie tak często byśmy chcieli, nie jest niestety czarno białe, i nie da się jednoznacznie wszystkiego zaszufladkować i opisać, bo tak by nam było wygodnie. Pamięć to omylny przyjaciel. Ufajmy mu z ostrożnością.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Kenneth B. Andersen – Zły anioł

wielka-wojna-diablow-tom-4-zly-aniol-b-iext38813549

Czy piekielny świat jest odbiciem tego, co dzieje się na ziemi, czy to raczej, tłumacząc nasz świat usprawiedliwiamy się mówiąc, że przecież nic, co się u nas dzieje, nie byłoby możliwe gdyby wcześniej nie zaistniało w otchłani? A może jednak to my kreujemy rzeczywistość piekła, a diabeł, tylko niczym papuga, zgapia to, co wymyślił człowiek. Egzystencjalne pytania o zło w człowieku, i w ogóle o istnienie zła, na pewno nie zostanie rozstrzygnięte za naszego życia, a pewnie i po, bo któż z nas wie lub choćby trochę jest pewien czy to, co po, istnieje. To nie ogranicza nas jednak w różnego rodzaju domysłach i spekulacjach, bo i te są o wiele ciekawsze i bardziej twórcze. Zresztą, tak naprawdę, to dopiero dzisiaj, w XXI wieku, możliwe i dopuszczalne jest takie wątpienie i dyskusja, bo jeszcze sto lat temu za kwestionowanie piekła, nawet tylko w dyskursie akademickim, można było zostać wyklętym, ekskomunikowanym i wykluczonym ze społeczności wierzących. Dziś rozważania na temat jego istnienia  czy nie istnienia, zapełnienia go duszami ludzkimi lub panującej w nim pustki, są wręcz pożądane i traktowane jako objaw rozwoju myśli teologicznej, która zamknięta do tej pory w krużgankach postanowiła uwolnić się i wyfrunąć, wprawdzie tylko do wirydarza, ale zawsze to coś. I nie od razu ta refleksja musi nam pachnieć piekłem, dosłownie i w przenośni, bo warto wspomnieć, że w historii chrześcijaństwa za twierdzenia kwestionujace jego istnienie  sceptyków spotykała kara, jaka czekała, według ówczesnej teologii, każdego potępionego czyli wieczne męki w ognistym kotle, a  spalenie na stosie było tylko namiastką, przedsmakiem, w końcu zresztą czynionym dla dobra samego zainteresowanego, bo dające mu szanse, że odrzuciwszy grzeszny odwłok wyzwoli się i w chwili śmierci westchnie o miłosierdzie do Boga, i  zostanie mu ono zapewnione. Taki porządek cieszył, bo wszystko było jasne. Ale co się dzieje, gdy piekielna rzeczywistość wygląda inaczej? Filip przywyczaił nas już do tego, że najbardziej znane oczywistości są niepewne. Nie można też odmówić Autorowi, że zaprosił nas na rollercoaster, który mknie jak szalony i dostarcza nam wielu wrażeń, a pytanie, co z hamulcami wydaje się zawieszone w próżni, bo dynamika toczących się przed naszymi oczami zdarzeń ani na chwile nie daje nam szansy na zwolnienie. Jesteśmy nie tylko obserwatorami piekielnych zmagań w walce o władzę w piekle, czegóż innego moglibyśmy się spodziewać, w końcu jeśli ktoś raz się zbuntował i odrzucił zwierzchność, to wcześniej czy później i ci, którzy z nim poszli też prawdopodobnie to zrobią, bo to działa niczym koło, wydarzenia lubią się powtarzać, a tym bardziej w piekle, miejscu, które kreuje wszystkie złe zachowania. I w konsekwencji otrzymujemy przesłanie, że nawet Lucyfer, pierwszy buntownik i aktualny władca piekła, wcale nie jest pewien swojej pozycji i uzyskanej władzy, i to na jego własnym terenie zrodził się kolejny buntownik, tylko tym razem nie przeciw Bogu a przeciw niemu. Ta historycznie, w ludzkim wymiarze, uzasadniona konieczność jest potwierdzeniem powiedzenia, że nic nie trwa wiecznie, nawet piekło, co z jednej strony w kontekście przygód Filipa napawa nas radoscią, bo i chcąc nie chcąc kibicujemy mu w jego zmaganiach, a więc kibicujemy Lucyferowi jako reprezentantowi starego porządku piekielnego, a po drugie, i to jest bardziej optymistyczne dla nas ludzi przesłanie, że piekło też nie jest wieczne, nic nie jest wieczne, wszystko podlega zmianom i możemy odwrócić niewzruszone do tej pory wyroki boskie. Zresztą i Bóg, przez chwilę pojwiający się w tej opowieści,  wydaje się nad wyraz ludzki, mimo swej wszechpotężności. Może to okazja i właściwy czas na daleko idącą transformację pojęć i kryjących się pod nimi treści, które odsłonią, niejako na nowo odkryją, nam nowe oblicze życia pozagrobowego. Oczywiście, książka nie rości sobie takich pretensji, by być nowym traktatem,   interpretacją teologiczych prawd, ale trochę mimochodem, tak po drodze wprowadza sporo zamieszania w utarte koncepcje i schematy religijne, co akurat jest bardzo ciekawym elementem zachecającym do akademickich dyskusji i refleksji nad innym postrzeganiem prawd ostatecznych. Pikanterii całej opowieści dodaje fakt, że Filip sam dokonuje wyboru pozostania w piekle, by odnaleźć swą ulubioną koleżankę i przyjaciółkę, jego wybór jest świadomy i dobrowolny, i przyjmuje wszystkie związane z nim konsekwencje, zwłaszcza zewnętrzne atrybuty w postaci rogów czy ogona, ale w końcu, czy to tak naprawdę najważniejsze jak wygląda diabeł? Filip rozdarty pomiędzy piekło i ziemskie życie jest tylko metaforą każdego z nas dokonującego na co dzień takich wyborów. Może od teraz będą one miały jednak inny wymiar, kiedy w pamięci będziemy mieć ten nowy model piekielnej rzeczywistości. Może nas zaskoczą?

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jean Genet – Dziennik złodzieja

41419_big

Świat widziany oczyma rasowego złodzieja wygląda całkiem inaczej niż z perspektywy uczciwego człowieka. Mrzonką są opowieści o obowiązującym złodziei kodeksie postępowania, a zwłaszcza do mitów należy zapisać zasadę, że prawdziwy złodziej nigdy nie okrada swoich najbliższych tylko obcych. Tego typu stwierdzenia mają charakter typowo apologetycznego opisu tego światka, gdzie wśród braku zasad można by było jednak znaleźć tak „szczytne” zasady jak wzajemny szacunek i lojalność tych, którzy parają się tego typu pracą. Trochę ten romantyczny obraz złodzieja wykreowały media. Oto złodziej to ktoś lepszego gatunku, człowiek skrzywdzony przez los, mocno doświadczony, który będąc jednak moralnym postanawia odegrać się, by wprost nie powiedzieć, zemścić się na tych, którzy zrobili mu krzywdę. I na tym skupia się często nasza uwaga. Warto przywołać w tym miejscu postać Kwinty z kultowego dyptyku Machulskiego „Vabank”, w którym bycie złodziejem to ceniony fach, a idealny złodziej jest człowiekiem honoru i wszelkich zasad, poza tą tylko, że zarabia na życie kradnąc. Żeby ten ideał nie został skażony podkreśla się, że tylko bogaczy i to złych, bo, co jak co, ale bogactwa u innych nie lubimy i wcale się nie będziemy rozczulać nad tym, że ktoś im coś z tego ich nadmiaru im skubnie, ba, będziemy się cieszyć, że to ich spotkało, bo się im należy z samego faktu, że są bogaci. Tym bardziej, że od razu włączamy szereg usprawiedliwień dla takiego postępowania, z główną tezą, że pewnie tego bogactwa dorobili się nieuczciwie, więc zasłużyli na to, co ich spotkało. Genet swoją karierę złodzieja zaczyna w tym samym czasie, w którym toczy się akcja „Vabanku”, skądinąd warto pamiętać, że film, który częściowo opiera się na prawdziwej opowieści o znanym warszawskim przestępcy złodzieju – kasiarzu, który swój niecny proceder uprawiał w Warszawie i długo udawało mu się grać na nosie organom ścigania. Jest pewien moment wspólny tych wydarzeń, a mianowicie młody Genet w ramach swych rozliczny podróży dociera na początku lat 30 do Polski i ląduje w więzieniu w Katowicach. To pewnie jedyny opis systemu więziennictwa z tamtych czasów z jakim mamy do czynienia od tej drugiej strony czyli z opisu samego przestępcy, który w nim ląduje. Ten fragment zasługuje na pewnie dalsze sprawdzenie, bo ciekawym jest czy w katowickim więzieniu zachował się w dokumentach jakikolwiek ślad po obecności więźnia Geneta, złodzieja –pisarza, który w swej rodzinnej Francji doczekał się wielu pamiątkowych tablic i wpisał się do kanonu cenionych literatów, którego wspomnienia i książki wydawane są na całym świecie budząc zainteresowanie publiczności i uznanie krytyków zafascynowanych tak bardzo wulgarnie prawdziwym uzewnętrznieniem przeżyć nie ukrywającego niczego człowieka, który nie tylko, że się nie wstydził tego, co robił, ale przez swe literackie osiągnięcia z jednej strony odmitologizował negatywnie złodziei, a z drugiej strony wyniósł na piedestał ich zachowania nadając im niespotykaną wcześniej emocjonalną i wyrafinowaną barwę, odsłaniającą skomplikowane doświadczenia i głębie uczuć jakich byśmy się nawet nie spodziewali. Inaczej mówiąc, choć zbyt może dosadnie, oto patrzymy na brudną kałużę, wiemy, że to jest brudna kałuża, ale zostaje ona opisana takimi słowami i tak zinterioryzowana, że nagle wydaje się nam najpiękniejszą kałużą o cudownym zapachu i barwie i takim bogactwie wnętrza, że chcemy się w nie zanurzyć a ona wciąga nas. Zapominamy, że to wszystko pozory i jesteśmy w szambie. To jednak Genetowi udaje się genialnie. Uczestnicząc w jego przygodach, i oglądając świat jego oczyma, widzimy go naprawdę inaczej, zostawiając na boku ocenę jak, warto raczej popatrzeć na ten element inności, bo tylko to, że jest to inne, może wzbudzić nasze zainteresowanie i pokazać jego specyficzną oryginalność, nieznaną nam a nawet wręcz nieprawdopodobną. Genet odsłania rzeczywistość istniejącą, wzbraniamy się przed jej akceptacją, bo wyrastamy z diametralnie różnych doświadczeń i systemów wartości. Tam nie ma żadnego kodeksu, zasad, norm. Liczy się własna korzyść i przyjemność, a wszelkie odstępstwa sugerujące istnienie koleżeństwa i zaufania są tylko próbą zatuszowania, że ten egoistyczny brutalny świat, często pochodzący z wyboru a nie z życiowej konieczności, nie ma w sobie nic urokliwego, i apoteozowanie go, to próba wybielania czegoś, co w istocie jest złe i zło rodzi. U Geneta ma to jeszcze podwójny wymiar. Jeden dotyczy działalności przestępczej, a drugi realizacji jego homoseksualnych pragnień. Takie zestawienie, choć przecież prawdziwe, bo mające faktycznie miejsce, upublicznione budzi niesmak i sprzeciw, nawet nie w sensie moralnym, ale w sensie czysto ludzkim, że to zatarcie wszelkich granic niszczy i degraduje człowieka, odczłowiecza go. A może właśnie, i to jest chyba przesłanie Geneta, pokazuje nam jacy naprawdę jesteśmy, i że to my wkładając na siebie różne maski oszukujemy, a on i jemu podobni są prawdziwi?

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Tomasz Terlikowski – Grzechy Kościoła. Teraz w Polsce

grzechy-kosciola-b-iext18556017

Postać Autora jest dobrze znana w medialnym świecie a jego wyraziste poglądy już wiele razy wywoływały liczne komentarze i kontrowersje, choć, co uczciwie trzeba przyznać, są nad wyraz zgodne i jednoznaczne z nauczaniem Kościoła, z którym się w pełni utożsamia, i który jako osoba świecka, doktor filozofii, broni, mimo, że jego ortodoksja wzbudza sprzeciw nawet wśród hierarchów. Jest też postacią, która wzbudza fale hejtu na portalach internetowych właśnie za swoją nieprzejednaną i bezkompromisową postawę, co oczywiście u jednych wywołuje irytację, złość, a u innych szacunek i uznanie za takie świadectwo wiary. Gdyby więc za powyższy temat wziął się ktoś inny moglibyśmy doszukiwać się różnych intencji powstania książki o tak mocno krytycznie brzmiącym tytule, kiedy jednak jej Autorem jest człowiek, którego poglądy i postawę znamy i wiemy jak bardzo szczerze i autentycznie wierzy w to, co mówi, i tak też postępuje, warto się nad poniższą lekturą chwilę zastanowić. Nie pisze jej bowiem ani wróg Kościoła ani złośliwy krytyk, ale ktoś dla kogo wiara i Kościół to codzienna treść życia i jest w nim zanurzony głęboko. Chce nam pokazać, że obowiązkiem prawdziwie wierzącego katolika jest troska o Kościół i o to, co się w nim dzieje, bo każdy katolik jest integralną częścią Kościoła i to ma być jego Kościół, i jeśli zauważa rzeczy, które wymagają poprawy i zmiany, to ma o nich głośno mówić , nie zamiatać pod dywan i nie chować głowy w piasek. Jednocześnie na tym też polega dojrzała wiara, że nikt nie powinien oburzać się i udawać świętego, widząc, że coś złego dzieje się w Kościele, nawet jeśli dotyka to pasterzy Kościoła. Kościół jest żywą tkanką, to nie jest tak, że wszystko, co ma w nim miejsce jest tylko złe, byłoby to duże uproszczenie a przede wszystkim wielka niesprawiedliwość w takim zaprezentowaniu tego, czym on jest. Nie oznacza to, że mamy bezkrytycznie patrzeć na dziejące się w nim zło, bo ono jest wynikiem ludzkiego działania. To, do czego zachęca Autor to umiejętność właściwego i prawidłowego rozłożenia akcentów. Media goniące za sensacją bardzo szybko przestają troszczyć się o prezentacje problemu w całościowym ujęciu i często przyjmują określony punkt widzenia a nawet dopuszczają się manipulacji, by udowodnić tezę, która będzie im odpowiadała. W ten sposób skrzywdzono już wiele osób w imię dobra, zapominając, że wszelkie dogmatyczne zachowania są zawsze bardzo niebezpieczne i szkodliwe, i że porządek miłości zakłada miłosierdzie przed sprawiedliwością. I choć Autor jednoznacznie sytuuje się często po stronie tych, dla których czarne jest czarne a białe białe, to nie można mu odmówić, ze dążąc do takiej wyrazistości szuka prawdy a nie sensacji i waży racje, by jak najbardziej obiektywnie ocenić daną sytuację czy zjawisko. Nie staje się reprezentantem jednej ze stron, mimo, że z jedną się utożsamia, bo wie, że Kościół to ludzie, a ci często są grzeszni i błądzą i popełniają wiele wykroczeń, które nie znajdują żadnego usprawiedliwienia. Jednocześnie też wie, że łatwo jest wszystkich wrzucić do jednego worka i zaszufladkować, by obronić wygodną dla kogoś tezę próbującą całościowo dla jakichś ideologicznych celów ocenić czy podważyć wiarygodność Kościoła. To, co jest niewątpliwą zasługą Autora, to odważne i nie skrępowane podejście do wielu trudnych problemów i wyzwań w Kościele, o których sam Kościół mówi szeptem, w lęku by nie zwrócić na siebie uwagi a krytyczne media wyciągają na światło dzienne, traktując to jako okazje do ataku na wszystko, co z Kościołem jest związane. Naraża się więc i hierarchom i owym mediom, a jednak w imię prawdy i dobra chce pokazać jak jest naprawdę. Próbuje pokazać nam inne, nowe spojrzenie na Kościół, który musi przestać myśleć o sobie jako o twierdzy, którą wszyscy atakują kiedy piszą krytycznie, podczas gdy ta krytyka wypływa ze szczerej troski i serca, bo widząc zło nie można milczeć i przymykać na nie oko. Podjęte przez Autora zadanie ani w diagnozie ani w opisie grzesznych zjawisk Kościoła na pewno nie usatysfakcjonuje wszystkich, ale próbę trzeba docenić, bo książka napisana przez gorliwego i praktykującego katolika o grzechach Kościoła jest inaczej mimo wszystko odebrana niż gdyby jej autorem był dziennikarz TVN. A ta nowa jakość jest szansą na zmiany służące samemu Kościołowi a nie szukaniem taniej sensacji, i oto przede wszystkim Autorowi chodziło. W prawdzie i prawdziwie, dla dobra, a nie dla zysku i ukrytych celów, bo dzięki temu skorzystają na tym wszyscy.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Ogród sztuk. Maska – między rytuałem, teatrem i literaturą. Ogólnopolska konferencja w Gdańsku

13221078_890516244407640_702802169847298305_n 13221091_894616530664278_7147122099275675199_n 13226898_893626200763311_514602515589771876_n 13240759_894662120659719_2719242263092948459_n 13254248_894616777330920_7739523522068934470_n 13256372_894615637331034_6716431166900006988_n 13256439_894662363993028_4177778634313605198_n (1) 13267898_894662317326366_6385505634394019517_n 13267962_894662190659712_1394505652328481196_n

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Artur Tołłoczko – Winnetou, czyli krótki przewodnik po coachingu

winnetou-czyli-krotki-przewodnik-po-coachingu-b-iext27630253

Jedna z najbardziej popularnych i skutecznych metod osobistego rozwoju doczekała się już bardzo wielu różnego typu opracowań, podręczników i analiz. Bez większego problemu można do nich sięgnąć w poczuciu, że zawarte tam informacje w istotny sposób pomogą po pierwsze zrozumieć, czym jest coaching, a po drugie, że staną się zachętą do rozpoczęcia procesu coachingowego, który według autorytetów ze świata coachingu jest kluczem do sukcesu. A przecież żyjemy w takim świecie, że miarą naszego człowieczeństwa nie jest to jacy jesteśmy, tylko to, kim jesteśmy. I nie uciekniemy od takiego podejścia, bo jest ono zakorzenione w naturze człowieka, który w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące go pytania bardzo często zapominał o tym, że rzeczy zewnętrzne są przemijające i nie warto się nimi zajmować, ale są na tyle ważne, że trzeba wokół nich cały czas krążyć, bo opinie innych i ich oceny liczą się bardzo, mimo, że powinno być odwrotnie, że ważniejsze jest to, co w nas, a nie to, co ktoś widzi, bo to tylko powierzchowne opakowanie, a środek jest inny. Ludziom sukcesu jest łatwiej, bycie na świeczniku sprawia, że cieszą się i uznaniem i podziwem, choć dobrze wiemy, że jest to i krótkotrwałe, i na pokaz, ale jednak walczymy o to zatracając po drodze siebie i to, co w nas najważniejsze – ducha, który przegrywa z materią. Dlatego też od dłuższego czasu próbuje się zmienić definicje sukcesu przekształcając ją z tego wymiaru materialnego na osobowy, sugerując, że człowiekiem sukcesu nie jest ten, który ma pieniądze i błyszczy, ale ten, który podjął trud pracy nad sobą i swoimi problemami i dokonał zmiany, dzięki której stał się innym, lepszym człowiekiem. I mimo ewidentnie egoistycznego podłoża takiego działania nie widzimy w nim nic złego, bo to zdrowy egoizm osadzony na naturze człowieka, w żaden sposób nie niszczący innych, a tylko kreujący człowieka. W tej zmianie coaching odgrywa ważną rolę. Po pierwsze: relacja coachingowa pomiędzy coachem a cochee, która z założenia oparta jest na profesjonalnym kontrakcie. ma za zadanie wspierać i wzmacniać osobę, by uczynić ja mocną i świadomą siebie oraz całkowicie samodzielną w działaniu. Coach nie jest po to, by doradzać, by terapeutyzować, by oceniać, jest po to, by towarzyszyć klientowi w jego wędrówce do celu, który on sam sobie wybrał, wyznaczył i chce konsekwentnie zrealizować. By to osiągnąć coach stosuje różne techniki i narzędzia, do których przede wszystkim należą pytania, ale i bazuje na własnym doświadczeniu i intuicji, która może być pomocna w całym procesie. To klient najlepiej zna sytuację, w której się znajduje, tylko on orientuje się w delikatnych niuansach czy układach, w których funkcjonuje. Dlatego rola coach polega na pomocy klientowi, by znalazł odpowiedź na pytanie, które tkwi w nim. Autor postawił sobie bardzo ambitne zadanie, by w krótkiej, ale za to bardzo klarownej i przejrzystej formie wyjaśnić na czym polega istota coachingu. Powołując do życia wirtualną postać ustawił ją w roli klienta procesu coachingowego i zaprosił do przejścia wszystkich etapów. Poznajemy więc zasady coachingu od momentu pierwszego spotkania poprzez podpisanie kontraktu po rozmowy na sesji poświęconej celowi, określeniu aktualnego stanu rzeczy, przyjrzeniu się zasobom klienta, jego systemowi wartości, zarysowaniu wizji działania, kierunku, sposobowi rozwiązywania problemów. Ale coaching to nie tylko sesje, to również własna ciężka praca poza nimi. Autor uświadamia nam, że klient w każdej chwili może z coachingu bez żadnych konsekwencji zrezygnować, ale jednocześnie i coach może podziękować za dalszą współpracę jeśli zauważy, że klient nie traktuje swoich działań poważnie. Coach ma wspomagać, a nie utrudniać, czasem trzeba więc podjąć i radykalne rozwiązania. Tytuł książki, który prowokuje do zapoznania się z nią, wiąże się z literacką fikcyjną postacią z książek Karola Maya wodzem Apaczów Winnetou, któremu jego twórca włożył w usta słowa, dziś będące złotą myślą,  że przyszłość jest jak książka, której jeszcze nie czytaliśmy. I te słowa stały się metaforą opisującą coaching. Coaching jest bowiem tym, co związane jest z naszą przyszłością, a tej przecież nikt z nas nie zna. Pragnienie jej poznania jest jednak w nas siłą, która może w znaczący sposób przyczynić się do zmiany naszego życia i otworzyć nam nowe perspektywy, w których coaching może nam tylko pomóc.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Michał Witkowski – Fototapeta

pobrane

Wprawdzie nie miałem tak barwnych doświadczeń wyniesionych z podróży do ZSRR, ale z przyjemnością wczytywałem się w kolejne perypetie i etapy jego  przejazdu do raju na ziemi. Pamiętam zamknięte drzwi i okna i żołnierzy ulokowanych na końcu wagonów, którzy mieli pilnować, by ktoś z pasażerów przez przypadek nie postanowił zostać (opuścić) tego miejsca marzeń. I pamiętam też sytuacje, kiedy ktoś nieopacznie, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji, w którymś z sąsiednich wagonów otworzył jakimś cudem okno w przedziale i wyrzucił przez okno skorupki od jajek. To gwałtowne hamowanie pociągu i trwające kilka godzin poszukiwania wyrzuconych przedmiotów (swoją drogą absurdalne, bo bardzo mnie to zastanawiało: kto to widział, i co widział, i czemu tak zareagował, w końcu skorupki od jajek nie są jakoś szczególnie groźne dla sytemu, a jednak), i przeglądanie przedziałów, by odnaleźć sprawców. Rzeczywistość, która budziła strach, dziś śmiech, a tak naprawdę pokazywała w krzywym zwierciadle, co można było zrobić z człowiekiem. Tytułowa fototapeta to tak naprawdę zatrzymane w naszej pamięci migawki, wspomnienia z tego, co przychodzi do nas przez całe nasze życie, a co zapisujemy i wklejamy na ścianę. Pewnie kiedy przyjdzie nam się rozstawać z tym światem to uzyskamy, jak w kalejdoskopie, szybki przegląd najważniejszych wydarzeń, a nasza fototapeta będzie bodźcem przypominającym nam to, co było. Zwykłe i codzienne rzeczy, które w bieżącym doświadczeniu umykają nam, mogą po latach nabrać szczególnego znaczenia, mogą nas odsyłać do zdarzeń, które utrwaliliśmy jako nieistotne czy nieważne a które jednak zmieniły bieg naszego życia. Bogactwo emocji i wrażeń odżywa pod wpływem chwili. Witkowski jest bacznym obserwatorem świata. I ma w sobie ten inteligentny pisarki pazur, który ze zwykłego tematu jakim jest wizyta u lejarza z podejrzeniem raka na jądrze, potrafi stworzyć trzymającą w napięciu opowieść. Zbiór opowiadań w niniejszej książce jest swoistą fototapetą, to połączone, wspólnie zachowane z różnego okresu życia Autora  autobiograficzne wątki, których jedynym celem jest pokazanie jak wiele elementów może się składać na naszą życiową historie – tapetę. I jak z różnych perspektyw czasowych patrzenie i postrzeganie rzeczywistości może się zmieniać. Inaczej widzi coś dziecko, inaczej młody człowiek, a jeszcze z innego punktu spojrzy dorosły. To pokazuje, że świat jest różnobarwny i wielowymiarowy. Witkowski należy do pokolenia lat siedemdziesiątych, które odżyło po siermiężnych latach gomułkowskich i zaczęło korzystać z małej gierkowskiej odwilży, a zwłaszcza cieszyć się towarami w sklepach, które jak grzyby po deszczu zaczęły zapełniać dotychczas puste sklepowe półki.  Jednocześnie Polacy zaczęli korzystać z możliwości zagranicznych wyjazdów, a te oczywiście połączone były z przewozem nielegalnych rzeczy na sprzedaż, by w ten sposób podreperować domowy budżet. Marzenie o lepszym życiu sprawiało, że znikały wszelkie hamulce i opory, i łączono przyjemność wyjazdu z ciężką pracą, bo była to jedyna szansa na zmianę. Z perspektywy dziecka mogło to wszystko wyglądać dziwnie i śmiesznie, dla dorosłych była to walka o byt i przyszłość rodziny. To cień polskiego, i nie tylko komunizmu, który tak traktował człowieka i do takich działań go zmuszał, to jednocześnie też cień w opowieściach Autora, bo jego uwaga skupiona jest na fotografiach pamięci, potrzebnych mu dla budowania własnego obrazu świata wspomnień.  Polska rzeczywistość, widziana z wrocławskiego podwórka wraz z całym skomplikowanym systemem wzajemnych relacji i układów żyje swym rytmem, i my przez moment możemy oczami Autora zobaczyć jak te puzzle tworzą jego świat. To ciekawa podróż w znane, a jednak nieznane obszary, bo będące jego własnym indywidualnym doświadczeniem, z którym pragnie się z nami podzielić zapraszając nas na wspomnienia z jego fototapety.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

John Ankerberg, Emir Caner – Islam i Jezus. Prawda i fakty

big_islam_i_jezus_d

Muzułmanie są obok nas i tego już nic nie zmieni, cywilizacyjno-kulturowa mieszanka stała się faktem. Ale zderzenie cywilizacji, o którym pisał Samuel Huntington, dokonuje się dzisiaj w atmosferze terroru i zamętu. Oto ci, którzy jako goście dotarli do Europy stają się jej pełnoprawnymi gospodarzami, czują się jak u siebie i za chwilę zechcą jej narzucić swój system wartości i przekonań, uważając, że jest lepszy, i że powinien być w pełni respektowany, tym bardziej, że to nie są już nieliczni reprezentanci, to są już przeważające w wielu miejscach silne społeczności zaczynające być większością. Autorzy próbują zmierzyć się z jednym tylko, wybranym zagadnieniem relacją ze światem islamu z poziomu refleksji religijnej, bo, jak stwierdzają, to jest główny element sporu i zarzewie konfliktu. Teza to ostra i bardzo wyrazista, bo sprowadza się pośrednio do oceny religii jako zjawiska, które kulturowo może być przyczyną wojen i dramatycznych doświadczeń, ale, jak sugerują, w przypadku islamu tak właśnie jest. Od samego początku stał się on tylko podróbką, towarem gorszego gatunku, religią synkretyczną,  która bazując na znanych pojęciach i używaniu tych samych słów wprowadziła zamęt i chaos, bo zasugerowała, że jest kontynuatorem i spadkobiercą wielkich tradycji religijnych, a w rzeczywistości wprowadziła swoją własną treść pod już funkcjonujące zwroty. Tak jest na przykład z osobą Jezusa. Chrześcijanie i muzułmanie używają tego samego imienia , które niekoniecznie oznacza osobę, która ma coś wspólnego z pierwowzorem. Islam usiłuje stworzyć własnego, dostosowanego do swoich potrzeb Jezusa utrzymując, że jest to stara wiara z drobnymi poprawkami, co Autorzy krok po kroku demaskują.  Jezus nie jest po pierwsze traktowany jako Bóg, jest synem Marii (sura 3,45), jest na tym samym poziomie, co inni prorocy.  Zgodnie z Koranem zadanie Jezusa polegało na tym, że miał głosić islam. Nie udało mu się to, i to Mahomet dokonał tego, i to on jest ostatecznym prorokiem. Konsekwencją takich zapisów jest oczywiście odrzucenie też zbawczej roli Jezusa i wszelkich jego działań, które miały na celu wyzwolić człowieka z grzechu, a to diametralnie zmienia całą teologię. Autorzy bardzo wnikliwie pokazują, że trzeba niezwykle ostrożnie analizować uwydatniane przez islam podobieństwa do chrześcijaństwa, bo są one pozorne i złudne. Tworzą fałszywy obraz i prowadzą do innych tez. Jako przykład przywołują różnice w spojrzeniu na niebo. Islam opisuje raj jako ogród z mieszkaniami, fontannami i rzekami (sura 9,72),ale i miejsce, w którym dokonuje się spełnianie każdej przyjemności, która była zakazana na ziemi lub jej nie było. Niebo islamu spełnia każde zmysłowe pragnienie mężczyzny, w tym otrzymują oni obietnice dziewic (sura 37,41-49). W interpretacji islamskich teologów mają one nieustannie świadczyć usługi seksualne mężczyznom. Ten element jest również ważny dlatego, że wielu młodych zamachowców, ślepo oddanych i posłusznych idee wojny z niewiernymi, którzy dorastają w męskim świecie, gdzie nie ma kobiet, a którzy prawidłowo rozwijają się jako mężczyźni z całym bagażem swych seksualnych potrzeb, w swym fanatyzmie gotowi są poświeci własne życie, bo w niebie czeka ich to, czego tu na ziemi nie doświadczyli, a tam będzie ich największą radością, więc dążą do tego kosztem utraty życia. W chrześcijaństwie niebo to miejsce pełnej łączności z Bogiem, tu nie ma spełniania zmysłowych zachcianek obecnych w islamie. Takich różnic jest oczywiście o wiele więcej. Autorzy bardzo krytycznie oceniają możliwości autentycznego dialogu z islamem uważając, że fundamenty, na których się on opiera nie pozwalają na prawdziwe porozumienie i otwartość. Można być dobrym muzułmaninem, bo jest się dobrym człowiekiem, ale uczciwość wymaga, by powiedzieć, że natura islamu nie jest nastawiona na życzliwość i pomoc, współczucie i wsparcie, i w konsekwencji jeśli chce sie być dobrym wyznawcą, to trzeba słuchać tego, co głosi Koran, a tam nie znajdziemy haseł o miłości bliźniego, o poświęceniu,  o braterstwie. Koegzystują obok nas, ale mają nadal ukryty cel, a jest nim dążenie do tego, by wszyscy byli wiernymi Allacha, czyli oddanymi muzułmanami, i trzeba wszystko robić, by to osiągnąć, nie zważając na koszty i własne poświecenie, nieraz odkładając w czasie osiągnięcie celu, ale cierpliwie nad nim pracując. Taka wizja budzi niepokój i przerażenie, bo to konsekwentny program na lata, który widzimy w realizacji już dziś. Autorzy nie osądzają muzułmanów, nie krytykują islamu jako wiary, próbują pokazać tkwiące w niej zagrożenia, a to nie wszystkim się może spodobać.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Międzynarodowa Interdyscyplinarna Konferencja Naukowa Edukacja na rozdrożu? Współczesne wyzwania wobec edukacji i profilaktyki

aq aqw aqwe aqwer

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj